Przekierowanie!
Jako, iż nie zamierzam współpracować z portalem blog.pl, gdyż nie wyrażam zgody na warunki regulaminu o przeznaczeniu blogów do celów komercyjnych (patrz: punkt III USŁUGA, paragraf 3 - http://blog.pl/regulamin ), a niestety wg regulaminu nie mam innego wyjścia, postanowiłam zmienić "lokum" mojej, że tak to ujmę, działaności artystycznej.
Zatem, ze względu na zdrowie psychiczne, blog dostępny pod adresem: http://laitaine.netblog.pl
Pozdrawiam ^^
pistis, 2009-11-12 22:30:45 skomentuj(0)
Tak jest, panie doktorze...
Ona podnosi wzrok, sącząc kawę przez słomkę. Nabiera do niego nowych uczuć, jakiś nowy szacunek. Naprawdę, bardzo mi się podobasz.
Siedzi na przeciwko niej, niczym doktor czekający na reakcję po podaniu leku. Nie, skądże, nie gniewam się malutka.
Podaje aspirynę. Naprawdę była mi potrzebna. Tylko wiesz, teraz też się nie gniewaj, bo kiedy by odstawić doktora... Nie jest tak źle i żeby nie ta burza. I on głaszcze ją delikatnie i teraz widzi, że naprawdę się wzruszyła tym wszystkim. Tylko wiesz... Ja nie wierzę. Jak ta przyszłość dzień w dzień, ciągle to samo, trzeba myśleć tylko o jutrze. I ten deszcz i pokuta. Mam tego po kokardki.
Nie było już mowy o czarodziejskim kapeluszu. Zrób sobie przerwę. Musisz odpocząć, jedź do Buenos Aires.
... tylko, że wszystko może nazywać się aspiryną i Buenos Aires. Na przykład ten ołówek mógłby nazywać się makumbą.
Odwagi. Lena spoglądająca na niego spod włosów, niemalże wpadających do kawy.
Trzeba powiedzieć jej przecież.. Już dobrze, przebacz mi...
pistis, 2009-05-30 10:50:47 skomentuj(5)
Lato.
Ciągle wspominam ów dzień w krainie nie-martwienia-się-zupełnie-niczym. Cisza, spokój, świeże powietrze i ciężko opadające powieki, od nadmiaru tlenu zapewne. Śmialiśmy się, odruchowo trzymając się za ręce, jedliśmy owoce prosto z krzaka. Wieczorem spacer asfaltową drogą przez las. Czyż nie wydaje ci się to dziwne? Ty, który mnie czytasz wyobrażasz sobie drogę asfaltową pośrodku lasu, a raczej puszczy, gdzie w przeciągu kilku dni naliczyłam zaledwie dwadzieścia siedem samochodów. Wracając do wspomnienia... tą droga asfaltową doszliśmy do końca zakrętu i zawróciliśmy. Ciągle opowiadałeś coś. Jakże przyjemnie było cię słuchać. W nocy chcąc, nie chcą przykrywaliśmy się, co nie było zbyt wygodne. Sprawiało to, że w przeciągu kilku minut pościel zamieniała się w wilgotny namiot. Burza za oknem. Wiesz, że boję się burzy, zawsze wiedziałeś. Dlatego wbrew zakazom sił wyższych, spontanicznie przychodziłeś, gdzie spałam, zasłaniając mnie od wszelkich niebezpieczeństw. Wtulona, uspokojona rytmicznym biciem twojego serca zasypiałam...
Rano witaliśmy się jak gdyby nigdy nic z kolejnym pięknym dniem, stąpając bosą nogą na mokrej od deszczu trawie.
pistis, 2009-04-21 20:11:55 skomentuj(2)
La siesta.
Znowu powiedziałaś to zdanie, jedno z nielicznych, których tak nienawidzę.
Jakoś po obiedzie, może to była pora sjesty, napewno jeszcze ciepło, a może dopiero. Późną porą, jak zwykle gdy dopada cię zmęczenie, wygadujesz takie bzdury, że nawet nie chcę cię słuchać. Tego wieczoru także nie zamierzałem. Zawsze dobrze o tym wiesz i nie sprzeciwiasz się. Wciąż wykrzywiając usta w grymasie, wmawiasz sobie te okropne kłamstwa. Chcesz, żebym cię słuchał, wręcz wywracasz się na lewą stronę. W końcu wychodzisz, nerwowo ubierając się, zakładając pospiesznie buty, lecz oglądając się za siebie z nadzieją, że może zdążę cię zatrzymać. Już po chwili z rozmachem trzeskasz drzwiami.. Grozisz mi, lecz nigdy nie mówisz tego poważnie. Sama nie wiesz co masz robić i mówić. Ja wiem, że ci przejdzie choć uważam to za błąd, stojąc i tylko przyglądając się, mrugając co chwila.
Wkrótce przekonasz się, że miałem rację. Znowu wylądujesz w moich ramionach, cała w zapachu dzikich jeżyn i kwiatów.
Obudzę się wtedy w moim łóżku wiedząc, że to nigdy nie nastapi, bo to nie miało nawet miejsca i czasu. A ty śpisz tak jak dawniej w swoim łóżku oddalając się coraz bardziej od rzeczywistości, której za dnia tak kurczowo się trzymasz. W abstrakcyjnym myśleniu, bo przecież to Twoja druga natura. Nigdy nie dowiem się co skrywasz za tymi, drżącymi od wrażeń powiekami, bo za dnia nie rozmawiamy wiele. Nie ma tam bowiem miejsca na głupie metafory.
pistis, 2009-04-05 21:51:41 skomentuj(2)
Akwarium z rybkami.
Nigdy nie będzie wiadomo co o tym wszystkim sądzić i co gorsza co na ten temat mówić. Po znaku zapytania odpowiedź w liczbie pojedynczej czy w liczbie pojedynczej z osobna, czy też w liczbie mnogiej patrząc z kąta pokoju. Czy na podstawie co też mówi kobieta, szukać wcale odrębnej formy albo stwarzać na potrzeby tego jednego przypadku.
W zasadzie nie jestem aż taka głupia, żeby uwierzyć od razu w ten czysty, zupełnie czysty absurd jaki pojawił się przed moimi oczami tego ranka. I te włosy, ciągle wszędzie leżały włosy. Absolutnie od tego jestem ja, żeby to napisać, bo zapewne znajdą się tacy, którzy przeczytają i zechcą wspomnieć ów ranek, tyle że bez włosów. Włosy to fikcja, nie było ich tak naprawdę.
Dlaczego muszę to pisać? Przecież wcale nie musiałam się ruszać z miejsca w zastygłej pozycji snu i kasować wspomnień o chmurach. Bo to chmury były dziwne tego ranka i pewnie będzie padać. Już wczoraj było o tym wiadomo. Początek wiosny, tchnienie życia i śnieg na przemian z deszczem. Z tego co mi wiadomo jestem pierwsza. Nikt jeszcze nie odważył się odezwać choćby słowem na temat tych gołębi na tle szarych, wiosennych i deszczowych zarazem chmur. Deszcz nie ma z tym nic wspólnego, to zwykły przypadek, który należy jedynie systematycznie badać. Przynajmniej takiego zdania jest mój ulubiony pisarz, do którego książek tak często (nawet za często) zaglądam. Te absurdalne treści prozy iberoamerykańskiej na mojej półce, którymi staję się po części ja. Zatem nie bierzmy pod uwagę deszczu.
Ale gołębie czekają na mój ruch. Ruch totalnej obojętności i tajemnego pragnienia. Mogłam wejść w ten świat zafascynowania bądź po prostu siedzieć i oczekiwać, wpatrzona z nosem przy szybie, jak w akwarium z rybkami. Ich kolorowe płetwy zupełnie nie pasowały do obrazu za oknem. Cykanie zegara co jakiś czas przypominało mi, że trzeba w końcu wyjść tak jak się przyszło i opowiedzieć to komuś, kto przecież czeka.
Chyba nie uda mi się tego przeżyć po raz drugi, a ty nie wyobrazisz sobie tego jak ja w chwili, gdy umierałam, aczkolwiek nadal żyję. Pomimo strachu, że już nigdy nie uda mi się nic złowić.
Może to był po prostu sen albo zwykłe gigantyczne oszustwo zaczerpnięte z jakiejś powieści kryminalnej. Gdyby chociaż wiedzieć coś i mieć nadzieję, że przestępca jest szczęśliwy wraz z postępem popełnionej zbrodni. Że jest doskonały w tym co robi, brudząc się przy tym strasznie.
Sen bezlitośnie wracał każdego wieczoru, gdy tylko moje powieki zatrzaskiwały się z hukiem. Tamtej nocy czułam, że masz rację, chociaż sprzeciwiałam się każdemu twojemu słowu. Nie spodziewałaś się tego, powiem ci. Zaraz po tym jak wyszłam dotarło do mnie, że plan wcale nie działa tak jak powinien. Wszystko co nas wtedy otaczało wydawało się takie żałosne. Po co w ogóle do tego wracać? Wtedy nie padało, a przecież niedługo wyjdzie słońce i znów spotkamy się na murku. Wtedy ty przypomnisz mi, że przeszło trzy lata odkąd on wpatrzony z siebie uprzytomni sobie, że już zawsze będzie borykał się z obłudą i fałszem. Jakaż ulga, że minęliśmy już te czasy bezpowrotnie, a to co robiliśmy było znakomite i robiliśmy to dobrze.
pistis, 2009-03-30 16:11:12 skomentuj(1)